Quo vadis wspólnoto?

Dokąd właściwie podążamy jako wspólnota? A raczej wspólnoty, czy prawdziwe, czy tylko z nazwy? Naród, Kościół, może szerzej Europa, czy raczej zawężając grupa lokalna, parafialna, rodzina? W drugiej ćwierci XXI wieku potrafimy jeszcze tworzyć prawdziwe społeczności, czy jesteśmy niezależnymi bytami oddzielającymi się od innych za pomocą najrozmaitszych murów?

Świętowanie kolejnej 106. już rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego otwarło przede mną pytanie o poczucie wspólnoty. Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy, jak nazywamy okres zaborów zwłaszcza u nas w Wielkopolsce to z jednej strony okres bardzo trudny, lecz jednocześnie piękny, gdyż wtedy to nastąpiło budowanie poczucia świadomego narodu. Dobrze wykonana praca organiczna tworzy sieć powiązań społecznych, które zaprocentują w momencie wybuchu powstania. Nie byłoby zwycięzkiego zrywu bez tak przygotowanego gruntu. Na czym się opierały te więzi, które połączyły ziemian z chłopami, drobnych rzemieślników z właścicielami przedsiębiorstw? Polska mowa, wiara katolicka, tradycje i zwyczaje pielęgnowane przez kolejne pokolenia. To była baza, solidny fundament, na jakim tworzono następnie różne organizacje. Odkąd pamietam, byłam pod wrażeniem mnogości najrozmaitszych stowarzyszeń na terenie wielkopolskich miasteczek i wiosek, spośród których każdy mógł znaleźć miejsce dla siebie. A wielu przynależało do kilku, gdyż było z czego wybierać. Najrozmaitsze formacje kulturalne- śpiewacze, koła teatralne, majsterkowiczów, hafciarek, poprzez sportowe i taneczne, zrzeszenia osób zgłębiających wiedzę z różnych dziedzin, hobbystów, po grupy religijne, trzeźwości, opiekujace się ubogimi… Życie kwitło, ludzie po wielu godzinach wypełnionych pracą mieli siły i ochotę, by się spotykać, rozmawiać, rowijać relacje. Po prostu człowiekowi chciało się do człowieka.

Obecnie mamy mnóstwo urządzeń, dzieki którym nasze prace wykonywane są zdecydowanie szybciej, mamy takie możliwości komunikacyjne, o jakich nasi przodkowie nawet nie śnili. Czy jesteśmy bliżej ludzi, rozwijamy się jako wspólnoty mniejsze i większe? Jakoś odpowiedź nie brzmi optymistycznie.

Czego życzyłabym sobie i wszystkim wspólnotom, do jakich przynależę? By ten rok był rokiem pajęczyny, byśmy tkali każdego dnia więzi, nie przejmując się tym, że ktoś lub coś je zrywa. By zaczynać na nowo, z czasem będzie ich coraz więcej, będą silniejsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *