Znowu pada, ceny poszły w górę, dzieci nie słuchają, politycy do bani, szef wciąż coś wymyśla… Narzekanie… na wszystko, co tylko możliwe: na pogodę, szkołę, dzieci, rodziców, polityków, księży, rolników, drogi, ceny, sąsiadów… nic się nie uchowa!
Stało się ono naszą cechą narodową i wręcz uzależnieniem, z którego coraz trudniej się wyrwać. Kto nie narzeka, ten jest jest co najmniej dziwny, albo głupi w swej naiwności, albo zakłada maskę amerykańskiego smile, albo coś ukrywa. Słyszę narzekanie w kolejce do kasy, w urzędzie, w pracy, w kościele, na spotkaniach rodzinnych i towarzyskich.
Coraz częściej odczuwam dyskomfort i mnie to drażni. Staram się dostrzegać jasne strony życia i im jestem starsza, tym łatwiej je znajduję. Cieszą mnie zarówno rzeczy małe: przypadkowa miła rozmowa, kawa wypita bez pośpiechu, zapach świeżego chleba w domu. Jednocześnie z wdzięcznością dziękuję za zdecydowanie większe dobra- życie w kraju bez wojny i katastrof, udane małżeństwo, zdrowe dzieci, pracę, bezpieczny dom i budujące relacje. Wszystkie te łaski otrzymuję każdego dnia od dobrego Boga całkowicie ZA DARMO. On jest i pozwala mi odczuć swoją Obecność.
Oczywiście przychodzą też trudności, problemy większe i mniejsze, choroby czy przykre emocje. Ale to ja decyduję na co przeznaczam swój czas. Narzekanie nie poprawi komfortu życia, wręcz przeciwnie, odbiera jego radość, nadzieję i powoduje zgorzknienie. Zamyka w klatce, z której nie widać dobra wokół. Narzekając przetrawiam po wielokroć te same nieprzyjemności, pozwalając by mnie zatruwały od środka. Nie tylko marnotrawię przez to cenny czas, lecz swym malkontenctwem odbieram innym radość.
Dlatego wybieram wdzięczność. Ona jest najlepszym panaceum na narzekanie. Praktyka wdzięczności rozszerza perspektywę, otwiera oczy i serce na otaczające dobro i piękno, pozwala dojrzeć jak mamy go wiele. Aktywuje poczucie szczęścia, gdyż leczy z manii porównywania się z innymi. Od kiedy świadomie zdecydowałam się w moim życiu na wdzięczność, niby niewiele się zmieniło na zewnątrz, ale moje życie nabrało smaku, zapachu i kolorów, o jakich nie miałam pojęcia. Kroczenie tą drogą wymaga wytrwałości i przemiany myślenia, ale warto. Metanoia zawsze daje perspektywę czegoś lepszego.

Ks. Jan Twardowski pisał w wierszu: „Daj nam sen zdrowy/ świąteczny apetyt…”. Z wiekiem człowiek zaczyna doceniać to, że może się dobrze wyspać i smacznie zjeść, takie podstawowe sprawy. Dziękuję za wartościowy tekst