Przyszła jesień… co prawda tylko kalendarzowa, gdyż ciepłe dni nadal zachęcają do letniej aktywności, a poranne słońce dodaje energii. I cieszmy się tym jak najdłużej, przy okazji aplikując sobie porcje witaminy D.
Powoli jednak warto zacząć przestawiać się na wersję jesienną. Spacery po lesie wśród wrzosów wprowadzają pewną nutę melancholii. Dni już coraz krótsze, więc wieczory można spędzać z dobrą książką i kubkiem herbaty. Dzisiejszy pędzący świat wymaga od nas bycia na maksymalnych obrotach, każąc nam ciągle więcej… pracować, wiedzieć, konsumować, zaliczać itd.
To wbrew naszej ludzkiej naturze. Dobre życie, to również powolne życie -slow life. Idea coraz bardziej popularna, lecz tłumiona przez media i koncerny, które nie chcą nas puścić wolno. Jesteśmy zgodnie z przyrodą zaprogramowani na falę aktywności, po której potrzebny nam odpoczynek, zwolnienie tempa. Wiem- nie odkrywam Ameryki- lecz ciągle o tym zapominamy dając się wciągać w kierat zajęć, większości niepotrzebnych.
Na dobry początek przemedytuję fragment z Koheleta
Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem.
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono(…)

Zgadzam się z powyższym. Moja natura też domaga się już zwolnienia obrotów.