Robić swoje

Wojciech Młynarski śpiewał: Róbmy swoje, ja dziś ten motyw przyjmuję jako antidotum na szalejące wokół burze i odnoszę do życia duchowego. Może to brzmi dziwnie, lecz chwilowo nic lepszego nie wpada mi do głowy.

Jakiekowiek źródlo bieżących informacji bym tknęła, z każdej strony wyziera coś, co chce mnie przestraszyć, a przynajmniej podważyć to, co dotychczas brałam za pewnik. Po 80 latach względnego pokoju Europa zaczyna drżeć, a ekstremiści najrozmaitszej maści podgrzewają atmosferę. Już nie wiadomo, który konflikt nam bardziej zagraża. Prognozy zarówno demograficzne, jak i emerytalne nie nastrajają do optymizmu. Przeglądając kolejne badania dotyczące kondycji psychicznej zwłaszcza młodych ludzi można dojść do jedynego wniosku – dobrze już było.

Czy to wszystko? Skądże, najlepsze dopiero przed nami.  W świecie pełnym deep fakeów trudno odróżnić fakty i opinie od podsuwanych mi na każdym kroku manipulacji. Dla potentatów cyfrowych jestem tylko konsumentem algorytmów mających streować moim myśleniem. A wszystko zakopane w relatywizmie obejmującym coraz więcej sfer życia. Czy są jeszcze jakieś wartości niezmienne i niezależne od okoliczności?

„Róbmy swoje…” chciałoby się dodać… aby nie zwariować. Ale jak ma się to do życia duchowego? Ono winno być ostoją, powodować poczucie pokoju mimo zawieruchy. Patrząc na dzieje chrześcijaństwa, przetrwało mimo ogromu przeciwieństw. Cokolwiek by się działo, mamy cały Boży arsenał środków, tylko chciejmy z nich korzystać. Słowo Boże karmiące każdego dnia prawdą przez duże P, sakramenty zanurzające nas w łasce i wspólnotę, która nie jest idealna, ma sporo słabości, lecz prowadzi ją Jezus. Ten sam, żywy i prawdziwy, który powiedział: „Miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat”.

Dla kogoś stojącego z boku brzmi trochę jak science fiction. Ale dla człowieka wiary, to zupełnie inna perspektywa. I nie chodzi o słowa kaznodziejów wypowiadane z ambon, lecz o żywe doświadczenie moje i wielu innych, którzy zawierzyli. Nic nie dorówna cudownemu odczuciu, gdy wstaję od kratek konfesjonału po usłyszeniu, że On odpuścił mi grzechy. Znowu… tyle razy Go zawiodłam, tyle razy nie mam ochoty nawet spojrzeć w lustro, bo widzę jedynie swój brud. Lecz On nadal mnie chce, pozwala mi wstać! Eucharystia i możliwość całkowitego zjednoczenia z Nim, gdy nie przychodzi jedynie do mnie, gdyż On pragnie być we mnie, wewnąrz mego jestestwa, by mnie przemieniać swym światłem. Słowo Boże potrafiące wszystko, raz dające pociechę, innym razem zmuszajace do zweryfikowania swego postępowania. I miejsce, w którym zawsze czeka na mnie i na ciebie. Mamy dostęp do tego wszystkiego cały czas, nie trzeba opłacać abonamentu, ani przemierzać setek kilometrów.

Czytam kolejne newsy, niekoniecznie optymistyczne. On nie powiedział, że tu będzie idylla, ale cokolwiek by było, będzie w tym ze mną. A ja … mam tylko robić swoje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *