EDK – kompas na cały rok

Wyczekiwany przez mnie moment Wielkiego Postu od kilku lat to Ekstremalna Droga Krzyżowa, która jest swoistym kompasem, a zarazem formą duchowych rekolekcji. Samotne, całonocne przejście ponad 40 km trasy organizuje mi życie na kolejny rok. Pozwala ustawić priorytety, bardziej uświadomić sobie popełniane błędy i na nowo na właściwym miejscu postawić wartości, jakimi się kieruję.

Nabożeństwa Drogi Krzyżowej z racji swego medytacyjnego charakteru zawsze mnie wyciszają, pozwalają zatrzymać się i spojrzeć na siebie z boku. Wielokrotnie słowa rozważań obnażały moje niewłaściwe postępowanie, czasami skutecznie długo wypierane. Na EDK to wszystko zostaje pogłębione. Idąc nocą odcinam się od wszystkich bodźców, zostawiam świat pełen hałasu i zgiełku. Wracam do siebie. Przez surowość i ogołocenie pozbywam się kolejnych warstw i masek przywdziewanych czasami zupełnie nieświadomie. Tutaj w ciemności i ciszy mogę dotrzeć do głębi serca i usłyszeć najdelikatniejszy głos odzywający się na dnie sumienia. Wierzę, że tak przemawia Pan. Wielokrotnie zadaję sobie pytania, skąd pochodzą pomysły, pragnienia rodzące się w mojej głowie. Podczas długiej ciszy nocy weryfikuję je, oddając swój los całkowicie w Jego ręce.

Przez długą i wymagającą trasę odczuwam swoją słabość i kruchość. Za każdym razem przekonuję się, jak złudne jest stwierdzenie „ja sobie poradzę”, którego nader często używam w różnych sytuacjach. Wreszcie nie muszę pokazywać oblicza silnej kobiety radzącej sobie z wieloma rolami życiowymi i zadaniami. Tu staję w prawdzie, uświadamiając sobie, że bez Ciebie Jezu nie daję rady. W ciemności nie tylko tej nocy, lecz całego życia, pragnę, byś mnie prowadził, pragnę w pełni zaufać. I to, co najważniejsze, nie powoduje u mnie smutku, czy rozczarowania. Wręcz przeciwnie. Poczucie swojej słabości oddanej w Jego ręce daje wolność i pokój serca. Już nie muszę być wonder woman, gdyż pozwalam się prowadzić Jezusowi.

EDK to nieprzespana noc, zmęczenie, niepewna pogoda, zmaganie się z bólem fizycznym i psychicznym, odkrycie ran, świadomość swej małości, upadków, niespełnionych pragnień, zaniedbanego dobra. To wszystko przychodzi, bo oskarżyciel chce wykorzystać trudny moment i to potrafi przytłoczyć. Jednocześnie to święty czas, czas łaski, możliwość otwarcia się na wszechogarniającą miłosć Tego, który nigdy nie zawodzi. Jezus czeka dając mi absolutną wolność w wyborze drogi. Czy zechcę chwycić Jego dłoń, by zanurzyć się w miłującym spojrzeniu Jego oczu i zaufać Jego prowadzeniu?

Życie to droga. Jezus jest Drogą. Życie to Jezus.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *