Mój ks. Jerzy

Był ważny dla mnie od zawsze, praktycznie od kiedy pamiętam. Nasze pierwsze spotkanie pozostaje gdzieś we mgle, zapewne odbyło się na religii w salce, dokąd w drugiej połowie lat 80-tych uczęszczałam jako uczennica szkoły podstawowej. Od samego początku zaiskrzyło. Był w nim jakiś magnes, coś co mnie niesamowicie przyciągało do jego drobnej postaci. Nasze drogi krzyżowały się wielokrotnie, studiując, a potem nauczając historii, stawiałam Jerzego jako przykład prawdziwego patrioty, zawsze głoszącego prawdę. Też tak chciałam.

Był gdzieś w tle mojego życia, z tym swoim łagodnym spojrzeniem, delikatnym uśmiechem, taki kruchy, niby niewiele znaczący prosty kapłan, ale emanujący niesamowitą dobrocią i siłą. Podczas jego beatyfikacji uśmiechałam się jak do starego kumpla mówiąc – nareszcie!

Po latach mogę stwierdzić, jak Jerzy w sobie tylko znany sposób wpływa na ludzi. Sam twierdził: „Ludzi zdobywa się otwartym sercem”. Czynił tak za życia, czyni dalej wspomagając nas w naszej drodze. Jego pełne mądrości słowa, które pozostały z nami w jego homiliach i listach, stają się myślami przewodnimi na każdy dzień. Poruszał tak wiele kwestii- o godności, wolności, pracy, odpowiedzialności, prawdzie, wierze… nie sposób wymienić. Znam jego nauczanie, więc wielokrotnie w najrozmaitszych sytuacjach życiowych jego słowa dawały mi wsparcie, odpowiedź, bądź zmuszały do refleksji. Czasami natrafiałam na kwestie trudne i wymagające, ale takie również były mi potrzebne. Jerzy wypowiadał je zawsze z miłością, którą miał dla wszystkich ludzi. Wszystkich, bez wyjątku. Spowiadając na bruku umęczonych robotników, dodając otuchy bliskim internowanych, wreszcie częstując ciepłą herbatą obserwujących go milicjantów. On kochał. Wszystkich, bez wyjątku.

Jak ten prosty chłopak z małej wsi, nie osiągający sukcesów w nauce, upokarzany podczas służby wojskowej dla kleryków, stał się księdzem przyciągającym tłumy, wlewającym w ich serca poczucie godności w czasie poniżania? Odpowiedź może być tylko jedna, on prawdziwie czerpał z najczystszej dobroci – Jezusa. Tylko w jedności z Nim było to możliwe.

Dziś w tym trudnym dniu, rocznicy jego męczeństwa, ze zdwojoną siłą poruszają mnie słowa jego ostatniej homilii. Każde jej zdanie staje się swoistym testamentem i wskazówką na życie. „Cnota męstwa jest przezwyciężaniem ludzkiej słabości, zwłaszcza lęku i strachu.”

Kochany Jerzy, byłeś i jesteś mi tak bliski, że nie umiem zwracać się do Ciebie inaczej. Prowadź mnie, wspieraj i pomagaj, bym doszła tam, gdzie Ty już jesteś. Wolna od lęku…!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *