Lubiński benedyktyn ojciec Bernard z Wąbrzeźna żyjący zaledwie 28 lat na przełomie XVI i XVII wieku stał się inspiracją nie tylko dla swojej wspólnoty zakonnej, lecz również dla zataczającej coraz większe kręgi grupy ludności. Czy to możliwe, że współczesny człowiek XXI w. może odnaleźć w mnichu sprzed 400 lat jakikolwiek wzór? Czy w naszym życiu jest miejsce dla jego ideałów i proponowanych wartości? W pierwszym odruchu być może trudno odpowiedzieć twierdząco. Jednakże dla każdego, kto pozna bliżej jego życie, zmienia się perspektywa. Przewrotnie stwierdzę, że trudno znaleźć grupę ludzi, którzy nie mogliby czerpać od Bernarda.
Bernardowi z pewnością powinni bliżej przyjrzeć się wszyscy wychowujący młodych ludzi. On sam będąc zaledwie diakonem staje się mistrzem nowicjatu, a więc odpowiada za przygotowanie kandydatów na mnichów. Nasuwa się pytanie, czym kierował się opat Kiszewski powierzając młodziutkiemu Bernardowi zadanie, jakie zazwyczaj otrzymywali doświadczeni zakonnicy z co najmniej dziesięcioletnim stażem? Zapewne rozeznał w nim cechy wychowawcy, dobroć serca i aurę świętości. Jak więc Bernard pracuje z młodymi? Jest wymagający, stawia wysoko porzeczkę, pragnie by z największą starannością przestrzegali benedyktyńskiej reguły zakonnej, a jednocześnie ma świetny kontakt z młodymi i otwarte serce dla nich. Co jednak najważniejsze, wychowuje ich nie tylko słowem, ale przede wszystkim pociągającym przykładem. Polecając im wykonać jakąkolwiek pracę fizyczną, na siebie brał najcięższy jej fragment. Potrafił przyznać się do pochopnie zadanej kary i przepraszać za to. Każdy wychowawca, nauczyciel, czy rodzic ma tu wspaniały przykład aktualny po dziś dzień. Chcesz nauczyć dziecko porządku, sam go utrzymuj. Oczekujesz, że będzie potrafiło przeprosić, sam przepraszaj za np. pochopny osąd. To trudne zadanie. Czy potrafimy ukorzyć się wobec osób, które nam podlegają? Ojciec Bernard nie budował swojego autorytetu na władzy, lecz na pokorze.
Benedyktyn będzie wzorem dla zakonników, duchownych, ale też wszystkich wierzących. Z przekazów wiemy, że spędzał długie godziny na adoracji Najświętszego Sakramentu, a sprawując Eucharystię długo dziękował za ten dar i nie potrafił powstrzymać łez, choć starał się je ukrywać. Wspólny mianownik? Obecność, trwanie przy Panu. Bernard doskonale wiedział, czego potrzebuje człowiek, by rozwijać swą duchowość. Karmił się Obecnością Bożą, a wszyscy wokół niego mogli odczuć, jak Nią promienieje. Kapłani mogą sobie zadać pytanie, czy tak jak Bernard z pieczołowitością i największą miłością sprawują Eucharystię, by z
gromadzeni wokół wierni mogli poczuć to wszystkimi zmysłami. A wszyscy wierzący niech uczciwie w swym sercu odpowiedzą, czy w swoim zabieganym planie dnia znajdują czas dla Pana. Ojciec Bernard miał świadomość, w czym tkwi źródło życia i potrafił z niego czerpać. A my, czyż nie uważamy raczej trwania przy Największej Miłości za stratę czasu?
Umartwienia i asceza to już większe wyzwanie. Młody benedyktyn był bardzo radykalny, na wiele różnych sposobów podejmował umartwienia, które dziś wydają się wręcz okrutne (biczowanie, ostra włosiennica, kolczasty pasek, spanie na podłodze, wymagający post). Najistotniejsze jest w tym miejscu pytanie o intencję tegoż. W jego przypadku powodem była wszechogarniająca miłość i pragnienie naśladowania Zbawiciela. Nie przyświecały mu egoistyczne pobudki udowadniania światu czy też sobie, do czego jest zdolny. A co my możemy przyjąć z tego w dzisiejszym świecie? Żyjemy w nadmiarze wszystkiego: jedzenia, informacji, używek, polityki, internetu, konsumpcji, mediów itd. To właśnie jak najbardziej możemy, a raczej dla własnego zdrowia fizycznego i psychicznego wręcz powinniśmy ograniczać. Asceza prowadzi do rozwoju, wyzwala od rzeczy i zachowań nas zniewalających, uczy pokory, pozwala spojrzeć na siebie prawdziwego, bez masek. Dzięki niej możemy zrozumieć sobie, usłyszeć głos wewnętrzny. Kogóż z nas nie przytłacza ten nadmiar współczesnego świata? Po zachłyśnięciu się możliwościami przychodzi moment przesytu. Coraz więcej osób poszukuje ciszy odosobnienia, popularność zyskują rozmaite ośrodki proponujące ćwiczenia, zdrowe żywienie i post. Może warto tutaj również skorzystać z wzoru Bernarda i podjąć własną formę ascezy?
Ojciec Bernard z Wąbrzeźna, który przyszedł na świat w 1575 r, jako Błażej Pęcherek, odszedł z niego już w 1603 r. Jego krótkie, lecz przesycone niesamowitym oddaniem życie zasługuje na to, by czerpać z niego inspirację. Toczący się proces beatyfikacyjny Sługi Bożego Bernarda niech stanie się zachętą do spotkania z tym cudownym w swej prostocie człowiekiem. Aby bliżej poznać jego życie i dokonania, warto zajrzeć na stronę Opactwa Benedyktynów w Lubiniu oraz kanał prowadzony przez postulatora w procesie. Z Bernardem warto się zaprzyjaźnić.
https://www.benedyktyni.net/sl-b-o-bernard-15031/aktualnosci-31304
https://www.youtube.com/@sugabozyojciecbernardzwabr1956/about
