EDK – moja droga do Pana

Piątkowe noce przed Wielkanocą to dla mnie wyczekiwany czas, gdyż wtedy organizowane są Ekstremalne Drogi Krzyżowe. W tym roku po raz piąty przeszłam jedną z tras i nie przestaje mnie zdumiewać mistyka tej formy zbliżania się do Jezusa.  Kiedy po raz pierwszy poszłam na trasę ponad 40 km, od razu się zakochałam, pochłonęła mnie swą surowością, ogołoceniem i możliwością totalnego odcięcia się od świata.

EDK to długa noc, cisza i tylko Jezus. I to jest najwspanialsze, intymne spotkanie z Nim, ponieważ nie potrafię nic ukryć, jestem w tym pozbawiona wszelkich masek, wyobrażeń, złudzeń, kreowanych wyobrażeń. Każde nocne przejście było inne, każde dało mi coś, czego w danym momencie życia najbardziej potrzebowałam. Za każdym razem Pan zdejmuje ze mnie kolejną warstwę czegoś, co sama chciałabym przez sobą ukryć. Wchodzi głębiej w moją duszę, na tyle, ile mogę przyjąć prawdy o sobie. EDK to wejście w bliskość z Panem fizycznie poprzez zmęczenie i ból, psychicznie poprzez osamotnienie, ciemność i pojawiające się rozmaite emocje: strach, radość, zniechęcenie, uspokojenie i wiele innych, często przeplatających się w niezrozumiałych konfiguracjach.

EDK to nie jest przyjemny, wiosenny spacer wśród pojawiającej się zieleni. Bywa zimno, czasem pada deszcz, wieje, a wyobraźnia podsuwa ci wtedy najczarniejsze obrazy. Przychodzi kryzys, wcześniej lub później, ale zawsze. To jest czas, który wykorzystują demony, wyolbrzymiają wszystkie moje lęki, obrzydzają mi mój własny obraz i ciągną w przepaść… I ten właśnie najgorszy moment, to najpiękniejszy czas Jezusa, bo On, i tylko On, swoją mocą wyrzuca całe zło precz. Podnosi, leczy i pozwala iść dalej. Bywają takie rany, których oczyszczanie boli, lecz w przeciwnym wypadku zatruwałyby powoli cały organizm. Pozostają blizny, one pokazują, jak wiele Pan ofiarował, by mnie uzdrowić.

Podczas tej drogi przychodzi czas łaski. Różny, czasami to poczucie wdzięczności, innym razem fala miłości, jaka mnie zalewa albo poczucie, że idę z Jezusem po prostu za rękę. Ekstremalna to nie wyczyn sportowy, ani też jakieś poświecenie. Takie podejście zupełnie mija się z jej celem. Ta droga to pozwolenie, by Jezus wszedł we wszystkie zakamarki mojego serca w ciszy i ciemności nocy, gdy świat wokół wydaje się nie istnieć. Na tej drodze jestem tylko z Nim … i to oznacza pełnię szczęścia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *